Ludobójstwo przed ołtarzem


Etymologia słowa „kościół” wywodzi się z języka greckiego i oznacza „Dom Pana”, czyli Dom Boga. Przechowywany jest w nim Najświętszy Sakrament. Dla chrześcijanina kościół, jako świątynia, jest miejscem uświęconym, miejscem świętym. Profanacja świątyni, zarówno kościoła, cerkwi, synagogi czy meczetu, jest aktem barbarzyńskim. Ataku na świątynię dokonywały pogańskie, dzikie hordy tatarsko-mongolskie, „czerń” rusko-kozacka, bolszewickie żołdactwo i faszystowscy kryminaliści Dirlewangera z watahami mongolsko-ukraińskimi podczas Powstania Warszawskiego. W obecnych czasach zamachu na „Dom Pana” dokonują tylko sfanatyzowani terroryści islamscy.

Kościoły na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej obróciła w ruinę w latach 1943 - 1945 barbarzyńska fala ukraińskiego nacjonalizmu. Zagładzie uległy nie tylko budynki, ale także kościół jako społeczność katolicka. Ludność polska była mordowana w okrutny sposób nie tylko w swoich domach, zagrodach, podczas ucieczki i ukrywania się, ale także w Domu Boga, we wnętrzu kościoła, przed ołtarzem, w tym podczas Mszy Świętej. A zbrodni nie dokonały jakieś średniowieczne hordy pogańskie, nie bezbożne hordy bolszewickie, ale „bracia chrześcijanie”, często najbliżsi dotychczasowi dobrzy sąsiedzi, tyle że narodowości ukraińskiej (w tym w większości świeżo po „inicjacji narodowościowej” z „rusińskiej” lub „tutejszej”) oraz wyznania greckokatolickiego lub prawosławnego. Ba, w co najmniej kilkuset przypadkach mąż zabijał swoją żonę i ich wspólne dzieci.

Kto i co doprowadziło do takiego upodlenia się kilkudziesięciu tysięcy Ukraińców, a razem z chłopstwem, które pomogło swoim „partyzantom” wyrizać swoich sąsiadów Lachów „od niemowlęcia w kołysce po starca nad grobem”, zagrabić ich dobytek i domy spalić - może około stu tysięcy? Przecież polska ludność wiejska, obarczona większymi kontyngentami niż ukraińska i biedniejsza od niej, w niczym nie zagrażało „samostijności” Ukrainy i nie miała żadnego wpływu na jej granice. Nie miała na to wpływu ani 27 Dywizja Wołyńska AK tocząca ciężkie walki z okupantem niemieckim, ani Armia Berlinga, ani Polska Armia na Zachodzie. Nie miał na to wpływu Rząd Polski w Londynie, a tym bardziej potem marionetkowy Rząd Lubelski.

Naród rosyjski zatruty został komunistyczną ideologią „walki klas”, naród niemiecki nazistowską „wyższością rasy germańskiej”, narody arabskie zatruwa fundamentalizm islamski. Część narodu ukraińskiego zatruta została faszystowsko-rasistowską ideą „integralnego nacjonalizmu ukraińskiego” Doncowa, Ukrainy „czystej jak szklanka wody”. A w szklance były trujące pomyje. Tymi pomyjami częstowali lud swój popi w cerkwiach, te pomyje rozlewali po ziemiach wschodnich II Rzeczpospolitej banderowscy „wodzowie” z „fuhrerem” Banderą na czele, prowadził swoje „wojska” razem z czernią chłopską na bezbronne polskie wsie i katolickie kościoły „watażka” Tasas Czuprynka. Spustoszył Wołyń, Podole, wschodnią część Lubelszczyzny, Ziemie Przemyską i Bieszczady. A „samostijność” Ukrainie i tak dała polska „Solidarność”. Narasta tylko wątpliwość, czy Ukraina potrafi z niej skorzystać. Bo do tej „szklanki czystej wody” nacjonal-faszyści ukraińscy dolewają coraz więcej pomyj.


Po agresji sowieckiej na Polskę 17 września 1939 roku nacjonaliści ukraińscy wsparli bolszewików atakując posterunki policji państwowej, grupki żołnierzy polskich i ludność cywilną.

Już w nocy z 18 na 19 września we wsi Szumlany pow. Podhajce doszło do profanacji kościoła katolickiego. Bojówkarze ukraińscy wymordowali około 20 rodzin polskich. Bandzie przewodził ukraiński ksiądz z Trościańca, powiat Brzeżany. „W liście wysłanym 17 grudnia 1941 r. przez polskiego rządcę z dworu w Szumlanach Jana Serafina do Polskiego Komitetu Pomocy w Brzeżanach, pisał on: „Mord w Szumlanach rozpoczął się od sprofanowania rzymskokatolickiego kościoła. Banda rozbiła drzwi kościoła, z którego wyniesiono następnie obrazy, chorągwie, szaty liturgiczne i wszystko, co się w nim znajdowało. W akcji brała udział młodzież męska i żeńska. Następnie pocięto na części przedmioty, nadające się na przeróbkę spódnic, chustek itp., przy czym przy podziale dochodziło do bójek, a zwyciężał silniejszy. Z kolei uformował się pochód. Kilku z mołojców ubrało się w niezniszczone jeszcze szaty liturgiczne, wsiadło na konie i wśród szyderczych okrzyków, śmiechów i dzikiej wesołości ruszono na wieś. Zabrano oczywiście kielichy, komunikanty i inne świętości, które rozrzucano po drodze. Nie należy zapominać, że zarówno świętokradcy, jak cała zresztą wieś byli katolikami, a tylko obrządku greckiego. Ta profanacja trwała trzy dni, żadnej władzy wtedy nie było. W międzyczasie mordowano nocą rodziny polskie i rabowano ich dobytek” („Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich w Małopolsce Wschodniej w świetle dokumentów Rady Głównej Opiekuńczej 1943 – 1944”, wstęp i opracowanie L. Kulińska i A. Roliński, Kraków 2003, s. 12 – 14).

19 września 1939 roku we wsi Kotow pow. Brzeżany Ukraińcy zamordowali ks. Jana Gacha.

W dniach 17 – 20 września 1939 roku we wsi Byszki pow. Brzeżany bojówkarze OUN wyłapali, rozbroili i wymordowali około 250 żołnierzy WP oraz kilkanaście osób cywilnych, uciekinierów z Polski centralnej. Na polu między Byszkami a Potokiem bojówkarze OUN zamordowali 30-osobową grupę polskich żołnierzy z kapelanem wojskowym, który miał przy sobie konsekrowane komunikanty, których nie pozwolono oddać księdzu greckokatolickiemu. W miejscu mordu rośnie dziś dąb, na którym ktoś wyrzeźbił krzyżyk (Komański...,s. 106, tarnopolskie).

Pod koniec września 1939 roku we Lwowie Ukraińcy zamordowali 3 Polaków: ks. Adama Małdocha, ks. Jana Schillera (sekretarza arcybiskupa Twardowskiego) oraz Józefa Gołębia

Nacjonaliści ukraińscy ze szczególną zaciekłością „polowali” na polskich księży katolickich. Zamordowali, najczęściej w okrutny sposób, co najmniej 160 kapłanów.


Na początku 1943 roku we wsi Drohowyże k. Mikołajowa pow. Żydaczów banderowcy w nocy zabrali z sierocińca siostry zakonne, zamknęli je w kościele, który oblali benzyną i podpalili. Mieszkańców wsi obudził pożar kościoła i rozlegający się w nim ludzki krzyk (Na Rubieży nr 42/2000 oraz S. Jastrzębski .., s. 442; stanisławowskie). Pierwszymi polskimi ofiarami złożonymi dosłownie na ołtarzu były siostry zakonne prowadzące sierociniec.

28 marca 1943 roku, w niedzielę, „powstańcy ukraińscy” dokonują napadu na kilkanaście polskich wsi. W każdej z tych miejscowości mordowani byli Polacy, często liczba ofiar nie jest znana. Jest bardzo prawdopodobne, że Polacy ginęli podczas nabożeństw, albo po ukryciu się w świątyni. W kilku przypadkach nie ocalał żaden świadek. Z tych, gdzie nieliczni zdołali uciec, nikt do spalonej wsi już nie wrócił i wiadomo tylko, że kościół także został spalony. Tak było m.in. w kol. Annowola pow. Kostopol.

Nocą z 22 na 23 kwietnia z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek) w osadzie Janowa Dolina pow. Kostopol upowcy oraz okoliczni Ukraińcy (w tym dzieci i kobiety) dokonali rzezi około 607 Polaków, spalili około 100 domów i kaplicę pw. Chrystusa Zbawiciela; mordów dokonywali siekierami, widłami, przywiązywali do drzew i podpalali, palili żywcem w domach itp. Prawdopodobnie kilka osób zginęło w kaplicy.

Święta Wielkanocne 1943 w kol. Teresin pow. Włodzimierz Wołyński: W tych trudnych czasach wszystkie swoje troski, powierzaliśmy naszej umiłowanej Matce Bożej ze Swojczowa, do której chodziliśmy się często modlić, szczególnie w większe święta. Także w pierwszy dzień Wielkanocy 1943 r., udałem się rano z moją rodziną do naszego Kościoła na uroczysta Mszę Świętą. Nabożeństwo rozpoczęło się tradycyjnie o godzinie 6.00 i jak zwykle przybyło bardzo dużo ludzi pięknie i odświętnie ubranych. Do dziś pamiętam, jak radośnie biły dzwony oraz niezwykle piękną procesję dookoła naszej świątyni, w której oczywiście wziąłem czynny udział. Po wejściu do Kościoła udałem się na górę na nasz chór i tam uczestniczyłem z innymi w modlitwie. Na chórze bywałem często, bowiem podobało mi się to miejsce i naprawdę pięknie tam śpiewali. Nagle podczas Mszy Świętej zauważyłem na dole, wśród wiernych jakieś poruszenie. Ludzie zachowywali się dziwnie i niespokojnie, oglądali się do tyłu i coś sobie szeptali zamiast skupić się na modlitwie. Jednak ksiądz Franciszek Jaworski, nasz proboszcz nie przerywał modlitwy. Tymczasem po chwili i ja na własne oczy zobaczyłem, że do naszego Kościoła przyszła około 15 uzbrojonych w karabiny Ukraińców. Ubrani byli w cywilne łachy, ale na plecach mieli ostrą broń. Pomimo, że trwało właśnie najbardziej uroczyste nabożeństwo w całym roku, Ukraińcy prowokacyjnie zaczęli chodzić pomiędzy ludźmi, po całym kościele. Przeszkadzali w ten sposób w spokojnej modlitwie, nikogo jednak nie zaczepiali i z nikim nie rozmawiali. Trwało to przynajmniej 10 minut, w końcu wyszli ze świątyni, powsiadali na furmanki i odjechali gdzieś w kierunku Kisielina (Eugeniusz Świstowski; w: www.ludobojstwo.pl; wspomnienia spisane przez Sławomira Rocha).

W miasteczku Kołki pow. Łuck tuż po 13 czerwca Ukraińcy zgromadzili w kościele pw. Wniebowzięcia NMP Polaków i podpalili - żywcem spłonęło około 40 Polaków i 1 Ukrainiec, mąż Polki.

11 lipca 1943 r. UPA napadła na ludność polską zgromadzoną w kościele we wsi Chrynów pow. Włodzimierz W0łyński. Wierni zostali ostrzelani z karabinu maszynowego i karabinów ręcznych. W zakrystii zastrzelili ks. Jana Kotwickiego z grupą kobiet. W kościele i przy nim podczas ucieczki zginęło około 150 osób.

Tego dnia w miasteczku Kisielin pow. Horochów w kościele i poza nim Ukraińcy zamordowali ponad 100 Polaków We wsi Krymno pow. Kowel upowcy zamordowali zgromadzonych w kaplicy na nabożeństwie około 40 Polaków (Siemaszko..., s. 337).

W miasteczku Poryck pow. Włodzimierz Wołyński upowcy otoczyli kościół i zgromadzonych tam na mszę na godz. 11.oo Polaków. Po chwili od drzwi i z okien posypały się kule z karabinów maszynowych w kierunku ołtarza, zabijając i raniąc wewnątrz kościoła ludzi. Ksiądz Szawłowski wyszedł z zakrystii i przemówił do wiernych, a następnie odmawiał modlitwy. Wówczas został postrzelony przez Ukraińca, który wyszedł z zakrystii. Mimo to nadal modlił się i udzielał wiernym rozgrzeszenia, aż został drugi raz postrzelony. Siedzących w ławkach wystrzelało dwóch Ukraińców (w tym najprawdopodobniej Mykoła Kwitkowśkyj – Ohorodniczuk), którzy szli wzdłuż ławek i mierzyli dokładnie do każdej osoby. Następnie Ukraińcy chodzili po kościele i dobijali rannych. /.../ Po zakończeniu mordu w kościele, trwającego około 20 minut, kilku upowców splądrowało zakrystię, zabierając kielichy i monstrancje. Towarzyszyło temu wypicie wina mszalnego i opowiadanie wrażeń z przeprowadzonej akcji. Upowcy wnieśli do kościoła pocisk artyleryjski i zdetonowali. Wybuch zniszczył wnętrze i część ołtarza kościoła z lat 1759 – 1774. Zginęło około 100 Polaków, w tym ksiądz Szawłowski i trzech ministrantów. W Porycku (tej miejscowości już nie ma, więc używa się nazwy Pawliwka, czyli wsi sąsiedniej) w lipcu 2003 roku nastąpiło „pojednanie” prezydenta RP A. Kwaśniewskiego z prezydentem Ukrainy L. Kuczmą z okazji 60-tej rocznicy ludobójstwa UPA na Wołyniu

Także 11 lipca 1943 roku we wsi Zabłoćce pow. Włodzimierz Wołyński bandyci ze zgrupowania UPA Martyniuka z udziałem miejscowych Ukraińców pod komendą Iwana Kici przystąpiło do mordowania Polaków. Do kościoła, gdzie ksiądz odprawiał poranną mszę wtargnęli upowcy /.../ dopadli księdza i znęcając się powiadali: „niech ciebie polski Bóg ratuje”. Chłopcu (Henryk Serwetowski) rozerwali usta, bo przed śmiercią krzyczał :”Niech żyje Polska”; Po 11 lipca 1943 r. do cerkwi i stodół duchownego prawosławnego Ukraińcy zwozili zrabowane polskie mienie. Tak zginął proboszcz Józef Aleksandrowicz, lat 74, były więzień bolszewików. W kościele i poza nim Ukraińcy zamordowali 76 Polaków. Barokowy kościół pw. Św. Trójcy z lat 1760-1773 został przez UPA zniszczony (Siemaszko..., s. 638). .

Rzezie dokonane 11 lipca 1943 roku w kościołach w Chrynowie, Kisielinie, Porycku i w Zabłoćcach opisała (razem z relacjami świadków) Ewa Siemaszko w artykule „Zbrodnie przed ołtarzem”, opublikowanym 10 lipca 2008 roku na łamach „Rzeczpospolitej”.

W lipcu 1943 roku w miasteczku Wyszogródek pow. Krzemieniec upowcy zamordowali miejscowego proboszcza księdza Konstantego Turzańskiego, lat 44, a barokowy kościół pw. Świętego Ducha sprzed 1726 r. wysadzili materiałami wybuchowymi i zamordowali 150 Polaków zgromadzonych w kościele, głównie uchodźców z okolicy (Siemaszko..., s. 477)

W tym miesiącu w miasteczku Sokól pow. Łuck Ukraińcy napadli na kościół i zamordowali 12 Polaków, kościół pw. Najświętszej Marii Panny Wspomożenia Wiernych z 1909 roku obrabowali i spalili.

29 sierpnia 1943 roku we wsi Przewały pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali 54 Polaków zgromadzonych w kościele p.w. Wniebowzięcia NMP z 1734 roku, spalili także kościół. Na terenie wsi ofiar było znacznie więcej. „Jeden z Ukraińców nadział dziecko polskie na widły i podniósł w górę, krzycząc: dywyś, polski oroł” („podziwiajcie polskiego orła”) (Siemaszko..., s. 879- 880). Dziecko przeraźliwie piszczało z bólu i rozpaczliwie machało rączkami i nóżkami.

W sierpniu 1943 r., w kol. Wiszenki pow. Łuck upowcy ostrzelali przez drzwi kościoła zgromadzonych tam Polaków. Brak jest informacji o ofiarach. W miasteczku Włodzimierzec pow. Sarny podczas nocnego ataku na Polaków broniących się w kościele upowcy zdetonowali minę, od której zginęły 2 Polki: Anna hr. Krasicka (w starszym wieku) oraz jej córka hr. Prądzyńska.

W 1940 roku władze sowieckie przesiedliły ludność polską z Krasiczyna oraz ze wsi Śliwnica and Krasiczyn pow. Przemyśl do wsi Aleksandria pow. Równe. Razem z nimi przesiedlony został unicki ksiądz o nazwisku Baka, z żoną i córką. Ponieważ nie było tam księdza rzymskokatolickiego, na prośbę Polaków zgodził się dla nich odprawiać oddzielne Msze św. w miejscowym kościele rzymskokatolickim. W sierpniu 1943 roku, podczas napadu bandy UPA, został zamordowany przy ołtarzu, podczas odprawiania Mszy Świętej. Razem z nim zginęło wielu obecnych w kościele Polaków. Tego dnia została zamordowana również żona i córka ukraińskiego księdza (Siekierka..., s. 726; lwowskie).

Po rzeziach sierpniowych 1943 roku w miasteczku Białozórka pow. Krzemieniec upowcy spalili i zburzyli kaplicę służącą jako kościół. Aleksander Korman twierdził, że zamordowano wówczas w jego wnętrzu wiernych (Aleksander Korman: „Piąte przykazanie boskie: Nie zabijaj! Nieukarane ludobójstwo dokonane przez ukraińskich szowinistów w latach 1939-1945”- Londyn).

Latem 1943 roku w miasteczku Międzyrzec Korecki pow. Równe podczas nocnego napadu upowcy i chłopi ukraińscy zamordowali w kościele i suszarni chmielu ukrywających się ponad 50 Polaków, uciekinierów z okolicznych miejscowości. Zostali oni pomordowani w tak bestialski sposób, że zmasakrowanych ciał nie można było rozpoznać, zwłoki miały m.in.,. powykłuwane oczy, kobiety poobcinane piersi, kobiecie w ciąży rozpruli brzuch. Pogrzebano ich na ulicy pod kostką brukową, gdyż wokół krążyły ukraińskie bandy zwane Ukraińską Powstańczą Armią .

Latem 1943 roku we wsi Kutyterrorystyczne bojówki OUN-UPA mordowały wiernych również w rzymsko-katolickich kościołach na Wołyniu, na przykład w takich miejscowościach jak: Kuty (...). Oto fragment listu duchownego: ...Kuty zburzono kościół, po wyrżnięciu w nim 200 Polaków.” (Aleksander Korman: „Piąte przykazanie boskie: Nie zabijaj! Nieukarane ludobójstwo dokonane przez ukraińskich szowinistów w latach 1939-1945”, Londyn). W. i E. Siemaszko nie udokumentowali takiego przypadku. Może chodzić tutaj o wieś Kuty pow. Łuck, wieś Kuty pow. Horochów, ewentualnie o wieś Kuty Zalesie pow. Równe, skąd „brak jakichkolwiek informacji o losie Polaków mieszkających w 1943 r.”
Kuty, to także miasteczko w pow. Kosów Huculski; W marcu 19434 roku: „Którejś nocy usłyszała głośne krzyki i jęki. – Mówiono, że to inżynier Zaręba. Jak Chrystus został ukrzyżowany. Przybili mu ręce gwoździami. On tak strasznie jęczał... – mówi z trudem Terlecka. „Boże mój, Boże, za co Ty mnie karzesz? Co ja Ci takiego złego zrobiłem? Skróć moje męki!”. Także pewien młody piekarczyk, schwytany przez UPA, modlił się przed śmiercią i wzywał Boga na pomoc” (Aleksandra Solarewicz: „Gwiazda wycięta na piersiach”, w: „Niezależna Gazeta Polska” z 3 kwietnia 2009, wspomnienia Krystyny Terleckiej).


Jesienią 1943 w kolonii Smołowa pow. Włodzimierz Wołyński: Do samoobrony we Włodzimierzu Wołyńskim wstąpiłem i ja, jesienią 1943 roku pojechałem z innymi żołnierzami polskimi i niemieckimi na akcję jako furman. Naszym celem była wieś Smołowa, gdy dotarliśmy na miejsce zatrzymaliśmy przy kościele katolickim i weszliśmy do środka, ponieważ był otwarty. Naszym oczom ukazał się makabryczny obraz, na drewnianej podłodze Kościoła znajdowało się dużo zaschniętej krwi, już wtedy byliśmy prawie pewni, że tu nikt świni nie szlachtował. Poza tym świątynia znajdowała się w bardzo dobrym stanie. W późniejszym czasie nasze przewidywania się sprawdziły, kiedy dowiedzieliśmy, że w Smołowej, w Kościele ukraińscy nacjonaliści pomordowali bardzo dużo Polaków. Świątynia stała nieco na uboczu te wsi. /.../ Wiele lat po wojnie, gdy po raz kolejny uczestniczyłem w +Zjeździe 27 WDPAK, spotkałem jednego z żołnierzy naszej dywizji, mieszkańca byłej polskiej kolonii Smołowa. Niestety jego imienia i nazwiska już dziś nie pamiętam, rozmawialiśmy jednak wtedy o tej krwi na podłodze Kościoła, a on powiedział tak: „W naszym kościele w Smołowej Ukraińcy wymordowali wielu Polaków podczas trwania mszy świętej!” Pamiętam, że nawet wymieniał niektóre nazwiska ofiar, które znał ale niestety i tych osób już dziś nie mogę sobie przypomnieć” (Eugeniusz Świstowski, w: www. ludobojstwo.pl; wspomnienia spisał Sławomir Roch).


5 grudnia 1943 r., we wsi Nieświcz pow. Łuck upowcy zaatakowali Polaków, którzy schronili się w kościele i bronili przez kilka dni odcięci od żywności i wody. Gdy kończyła się im amunicja spuścili na sznurze jednego mężczyznę, który przyprowadził w ostatniej chwili pomoc samoobrony z Antonówki Szepelskiej. 45 Polaków wyjechało, część została. We wsi upowcy zamordowali 30 Polaków a w styczniu 1944 roku spalili kościół z lat 1612 – 1618.

19 grudnia 1943 r., we wsi Potok Górny pow. Biłgoraj Ukraińcy z SS „Galizien’ oraz policjanci ukraińscy z Tarnogrodu, Biszczy i Księżopola spalili 60 gospodarstw polskich i zastrzelili co najmniej 58 Polaków; Przed kościołem wyprowadzono z szeregu księdza Błażeja Nowosada i zabito go na strychu kościoła. Widziałem zwłoki księdza. Górną część czaszki miał odstrzeloną oraz całe ciało i ręce pokłute bagnetami (Jan Zabłotny, w: Jastrzębski...., s. 74; lubelskie).

30 grudnia 1943 roku w mieście Beresteczko pow. Horochów na terenie kościoła, klasztoru, plebani i organistówki schroniła się ludność polska atakowana przez znaczne siły UPA. Polscy szucmani (16 polskich policjantów) oraz naprędce zorganizowana samoobrona w liczbie około 30 osób podjęli obronę, która trwała przez dwie doby. Po tygodniu z Horochowa przybyły posiłki żandarmerii. „W trakcie tego napadu zamordowani zostali: Rosjanin z Kijowa Andrzej Licholot, jego żona Polka, Krystyna z d. Wróbel oraz ich dwie małe córki (przybici do desek łóżka i spaleni żywcem)” (Siemaszko...., s. 122, 1277).

16 stycznia 1944 r., w miasteczku Poryck pow. Włodzimierz Wołyński do kościoła poszedł ks. Stanisław Grzesiak, aby pomodlić się za zamordowanego tutaj 11 lipca 1943 roku ks. Szawłowskiego i został zastrzelony przez Ukraińców (Siemaszko..., s. 899).

4 lutego 1944 r., w miasteczku Łanowce pow. Krzemieniec upowcy wrzucili granaty i wdarli się do kościoła p.w. Wniebowzięcia NMP, gdzie schowały się 3 rodziny polskie, liczące 12 osób. Zamordowali 11 osób: Leontynę Wadas i jej dzieci: Tadeusza, Helenę, Stanisławę, Danutę, Anielę oraz Ryszarda Andrzeja, który był chrześniakiem marszałka Edwarda Rydza Śmigłego (jej mąż służył w legionach razem ze Śmigłym). Ponadto zamordowali dwa starsze małżeństwa. Ciała ofiar wrzucili do pobliskiej głębokiej studni. Kościół ograbili z rzeczy kościelnych, zrabowali mienie pomordowanych, po czym kościół podpalili. Z empirowego kościoła z 1857 roku, zbudowanego przez marszałka Teodora Jełowickiego, uczestnika powstania styczniowego, pozostały tylko mury zewnętrzne, które miejscowi Ukraińcy rozebrali w 1954 roku. W kościele ocalał mąż Leontyny Wadas, który nie zauważony stał za otwartym skrzydłem drzwi. Przez tydzień ukrywał się u Ukraińca, potem ruszył pieszo do Krzemieńca i po 8 kilometrach został złapany przez upowców i zamordowany. Jego ciało bez ubrania zostało porzucone na cmentarzu, gdzie po kilku dniach pochowali go miejscowi Ukraińcy. Po zbrodni w kościele miejscowe Ukrainki chodziły w sukienkach zamordowanej Wadasowej (Siemaszko..., s. 440 – 441, 484).


15 i 16 lutego w miasteczku Firlejów pow. Rohatyn banderowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi zamordowali ponad 80 Polaków, w tym 50 osób wyciągniętych z kościoła –

głównie kobiety i dzieci (Jastrzębski..., s. 309 – 310; stanisławowskie). W Śniatyniu podczas spotkań z Polakami uciekającymi z innych wsi dowiedziałem się o zbrodniach w innych wsiach. Tak jak w Firlejowie, gdzie podczas wychodzenia Polaków z nabożeństwa z miejscowego kościoła uzbrojona w kosy, siekiery banda Ukraińców dokonała przed kościołem rzezi ponad 100 Polaków (kobiety, dzieci i mężczyźni). Dalszej rzezi zapobiegł przyjazd żandarmerii niemieckiej (Stanisława Janusz; w: Siekierka..., s. 430; stanisławowskie).

W nocy z 15 na 16 lutego 1944 roku terroryści OUN-UPA dokonali napadu na polskich mieszkańców we wsi Firlejów, pow. Rohatyn. Wyrąbali siekierami drzwi wejściowe do kościoła i wyprowadzili na zewnątrz, znajdujących się tam parafian. Ustawili ich przed kościołem, a następnie pojedynczo wprowadzali ofiary do pobliskiej stodoły, gdzie mordował je wprawiony w ludobójstwie upowiec, strzałem w tył głowy. W ten sposób zginęło 89 osób, w tym co najmniej 30 dzieci, 30 kobiet i 15 mężczyzn (A. Korman).

26 lutego 1944 r., w miasteczku Wiśniowiec Nowy pow. Krzemieniec upowcy wdarli się do klasztoru i dokonali rzezi zgromadzonych tutaj 300 – 400 Polaków, głównie uciekinierów z sąsiednich wsi. Zakonników powiesili na sznurach i ręcznikach oraz wbili im w bok metalowe pręty. Natomiast we wsi Wiśniowiec Stary pow. Krzemieniec upowcy wymordowali w kościele i organistówce co najmniej 182 Polaków; około 100 osób spalili w kościele św. Stanisława Biskupa Męczennika z 1756 roku.

W chwilę później banderowcy wdarli się na chór i wymordowali wszystkich, których tam zastali. Kilka osób zrzucili na posadzkę w kaplicy. Do mnie dochodziły krzyki, płacz, jęki mordowanych, swąd palących się ubrań i ciał. Widziałam jak banderowiec bił kobietę w ciąży. Kobieta była z małą dziewczynką, cztero może pięcioletnią. Dziecko strasznie płakało ze strachu. Na jego oczach bandyta przebił matkę nożem. /.../ Na korytarzu leżał zamordowany Franek Kobylański z Pankowic. Miał poobcinane uszy i nos, na czole wycięty krzyż i ściągniętą skórę z palców u rąk (Maria Adaszyńska, Eugeniusz Zawadzki; w: Komański..., s. 962).

28 lutego 1944 r., we wsi Huta Pieniacka pow. Brody esesmani ukraińscy z SS „Galizien”, upowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi w sile kilku tysięcy napastników dokonali rzezi 1100 – 1300 Polaków, duża polska wieś przestała istnieć.

Byłam jedną z ostatnich przyprowadzona do kościoła. Wszystkich, wcześniej tam przyprowadzonych, dzielono na grupy i wyprowadzano do stodół i żywcem palono (Wanda Gośniowska; w: Komański..., s. 591 W tych okolicznościach lekką śmierć mieli ci, którzy od razu zginęli od kuli, lecz bestialskie traktowanie ofiar dotyczyło większości. Na przykład w kościele ukraiński esesowiec wyrwał noworodka rodzącej kobiecie i go rozdeptał, a na oburzenie pomagającej jej akuszerce odpowiedział rozstrzelaniem również matki dziecka. Szczególnie okrutnie został zamordowany dowódca placówki AK inż. Wojciechowski. Najpierw przed kaplicą pobito go, potem torturowano, w końcu oblano benzyną i podpalono. Zginęła też jego rodzina – żona Żydówka i jej córka. Litości nie było nawet dla mieszkańców spokrewnionych z Ukraińcami, ponieważ ukraiński esesowiec z sąsiedniej wsi, mordując 3-osobową rodzinę, na jej błaganie ożycie, stwierdził: „Teraz wojna – nie ma krewnych” (Ewa Siemaszko: Teraz wojna – nie ma krewnych; w: „Nasz Dziennik” z 28 lutego – 1 marca 2009).

Wielu mordów popełnionych przez nacjonal-faszystów ukraińskich na ludności polskiej wewnątrz kościołów katolickich już nie da się udokumentować, chociaż są pewne.

W lutym 1944 r., we wsi Bednarów pow. Stanisławów upowcy dokonali rzezi 150 – 200 Polaków, w tym wiele rodzin spalili żywcem. Spalili także plebanię i kościół parafialny; Michał Łucki ukrzyżowany został na placu (Jastrzębski...., s. 60, stanisławowskie). We wsi Parchacz pow. Sokal banderowcy oraz Ukraińcy z SKW obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali 60 Polaków; zniszczyli też kościół. 4 marca we wsi Huta Stara pow. Buczacz Ukraińcy zamordowali 12 Polaków i spalili kościół filialny. 8 marca we wsi Sokołówka pow. Bóbrka banderowcy zarąbali siekierami 12 mężczyzn, zdemolowali kościół, a ołtarz spalili. 12 marca we wsiach Siemiginów i Zulin pow. Stryj upowcy zamordowali około 50 rodzin polskich oraz „miejscowego księdza, po odrąbaniu rąk i nóg, spalono” (Sowa..., s. 235). Nocą z 13 na 14 marca we wsi Bobulińce pow. Buczacz banderowcy zamordowali 32 Polaków, w większości kobiety i dzieci. Wiele osób ostrzegł ks. Józef Suszyński krzykiem ze strychy plebani, zanim zginął od serii z automatu. „Partyzanci ukraińscy” mordowali za pomocą siekier, noży, bagnetów, przed śmiercią torturowali, rozpruwali brzuchy itp. Udusili niemowlę w kołysce. 15 marca we wsi Machnówek pow. Sokal upowcy zamordowali 45 Polaków, spalili kościół, plebanię i większość gospodarstw. 17 marca we wsi Waręż pow. Sokal banderowcy zamordowali 11 Polaków oraz spustoszyli kościół i plebanię. 23 marca we wsi Landestreu (Mazurów) pow. Kałusz zamordowali około 100 Polaków i 5 Niemców, spalili gospodarstwa i kościół. Nocą z 24 na 25 marca we wsi Bełz pow. Sokal upowcy z Wołynia obrabowali i spalili gospodarstwa polskie, plebanię i kościół oraz zamordowali 104 Polaków. W marcu 1944 r., we wsi Maziarnia Wawrzkowa pow. Kamionka Strumiłowska banderowcy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie i kościół oraz zamordowali 30 Polaków We wsi Staje pow. Tomaszów Lubelski Ukraińcy (w tym sąsiedzi)spalili część zabudowań i kościół oraz zamordowali ponad 40 Polaków. We wsi Wasylów pow. Tomaszów Lubelski „partyzanci ukraińscy” z sotni „Jahody” razem z policjantami ukraińskimi obrabowali i spalili gospodarstwa polskie, plebanię i kościół oraz w barbarzyński sposób wymordowali 141 Polaków. We wsi Kłodno Wielkie pow. Żółkiew banderowcy spalili 80 budynków i kościół parafialny oraz zamordowali co najmniej 40 Polaków. We wsi Perehińsko pow. Dolina obrabowali i spalili gospodarstwa polskie i kościół rzymskokatolicki oraz zamordowali 10 Polaków, w tym matkę z 3-letnią córką. Uprowadzili do bunkra 25-letnią Eugenię Czanerlę i jej przyrodnią siostrę 19-letnią Józefę Raczyńską. Tam je trzymali przez kilka dni i gwałcili, a następnie zamordowali (Siekierka..., s. 23, stanisławowskie). We wsi Żniatyn pow. Sokal w nocy spalili polskie gospodarstwa, kościół i plebanie oraz zamordowali 72 Polaków. Nocą z 4 na 5 kwietnia we wsi Turki pow. Kamionka Strumiłowska upowcy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie, szkołę i kościół oraz zamordowali 15 Polaków. Nocą z 9 na 10 kwietnia (z Wielkanocy na Poniedziałek Wielkanocny) we wsi Tomaszowce pow. Kałusz banderowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi w sile 2 – 3 tysięcy napastników spalili 470 gospodarstw polskich, szkołę i kościół oraz zamordowali 107 Polaków, w większości kobiety i dzieci. Moi rodzice: ojciec Antoni i mama Rozalia Krasuccy oraz Waleria Stefanko z d. Krasucka, bratanica mego ojca, zostali zamordowani na terenie swoich zabudowań, na gnojniku. Umierali w straszliwych męczarniach, za życia obcięto im kończyny nóg i rąk, piersi i genitalia, duszono ich i bito tępymi narzędziami. /.../ Kilka godzin konali w męczarniach, po śmierci zakopani pod obornikiem (Leon Krasucki; w: Siekierka..., s. 202 – 203; stanisławowskie). W kwietniu 1944 r., e wsi Dobrotwór pow. Kamionka Strumiłowska banderowcy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie i kościół oraz zamordowali 50 Polaków. We wsi Horpin pow. Kamionka Strumiłowska spalili gospodarstwa polskie, kościół i ochronkę prowadzoną przez siostry zakonne oraz zamordowali 31 Polaków. We wsi Milatyn Nowy pow. Kamionka Strumiłowska banderowcy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie i kościół oraz zamordowali 27 Polaków. Nocą z 16 na 17 maja we wsi Biała pow. Przemyślany obrabowali i spalili gospodarstwa polskie i kościół oraz zamordowali 30 Polaków. 22 maja we wsi Bryńce Zagórne pow. Bóbrka banderowcy, z udziałem miejscowych chłopów ukraińskich i z wiosek okolicznych, spalili wieś i kościół parafialny oraz wymordowali 145 Polaków.. W maju 1944 roku we wsi Ostrów, pow. Stanisławów ukraińscy szowiniści zamordowali przed kościołem ponad 50 osób, a zwłoki ich spalili wewnątrz kościoła.

To tylko kilkanaście przykładów z okresu luty – maj 1944 roku. W latach 1943 – 1945 bandy OUN-UPA spaliły kilkaset świątyń katolickich, w większości podczas napadów i rzezi dokonywanych na Polakach. Głęboko religijna wiejska ludność polska zwykle uciekała pod opiekę Matki Boskiej i chroniła się w kościołach. I wewnątrz świątyni Boga była mordowana.


W kilkunastu przypadkach kościoły stawały się punktami obrony. W lutym 1944 r., we wsi Kukutkowce pow. Tarnopol banderowcy zamordowali 12 Polaków, reszta schroniła się w kościele i podjęła skuteczną obronę. Od 2 do 21 lutego we wsi Dederkały Wielkie pow. Krzemieniec za murami kościoła i klasztoru chroniło się i broniło 370 Polaków, a dowództwo całej obrony objął ks. dr Józef Kuczyński, który po wejściu Sowietów został przez nich aresztowany w wyniku donosów Ukraińców (Siemaszko..., s. 417 – 420).


12 marca 1944 r., w miasteczku Podkamień pow. Brody upowcy oraz esesmani ukraińscy z SS „Galizien’ wdarli się do klasztoru i wymordowali ponad 600 Polaków, w tym 3 braci zakonnych i 1 księdza. Większość ofiar stanowili uciekinierzy z Wołynia; Ukraińcy obrabowali i spalili polskie domy, klasztor i kościół. Rzeź trwała 5 dni a 19 marca do miasteczka wkroczyły wojska sowieckie. .

25 marca 1944 r., we wsi Szeszory pow. Kosów Huculski podczas nocnego napadu banderowcy spalili większość gospodarstw polskich i kościół oraz zamordowali 102 Polaków, w tym 36 Polaków spalili żywcem w kościele. Cmentarza i mogił, gdzie pochowano pomordowanych Polaków już nie ma, został całkowicie zdewastowany, a w tym miejscu jest pastwisko dla bydła (Paulina Solińska; w: Siekierka..., s. 317 – 318; stanisławowskie).


26 marca we wsi Rakowiec pow. Lwów 38 banderowców na koniach napadło na Polaków podczas mszy w kościele, wypędzili wiernych na zewnątrz, ustawili w trójki i skierowali w stronę lasu; podczas próby ucieczki zastrzeli 5 Polaków, w tym matkę z dzieckiem. Na leśnej polanie drogę zastąpił im ksiądz greckokatolicki Bereziuk z Polany, sołtys, Ukrainiec, oraz miejscowi Ukraińcy, wstawiając się za Polakami. Banderowcy zwolnili Polaków biorąc okup w pieniądzach, koniach, saniach i żywności; ocalonych zostało około 90 Polaków (Siekierka..., s. 628, lwowskie).


W marcu 1944 roku we wsi Bruckenthal pow. Rawa Ruska policjanci ukraińscy przebrani w mundury niemieckie, upowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi wymordowali 230 osób: około 45 rodzin polskich, tj. około 180 Polaków, oraz 10 rodzin niemieckich, tj. około 50 Niemców. Około 100 osób spalili w kościele i około 100 osób w budynkach. W tej wsi Polacy i Niemcy żyli w sąsiedzkiej przyjaźni (Siekierka..., s. 757 – 758; lwowskie). W sukurs umundurowanym bandytom przyszły liczne zastępy mołojców z Domaszkowa, Sałaszy i Chlewczan. Ci byli uzbrojeni w widły, siekiery i noże. Zaczęły płonąć pierwsze domy. Wśród zabudowań uwijali się podpalacze i gromady chłopów ukraińskich, grabiąc co się tylko dało. Ulicami, w stronę kościoła, szły tłumy ludzi, otoczone i popędzane przez gromadę żądnych krwi bandytów. Inni buszowali po piwnicach i strychach wywlekając stamtąd ukrytych mieszkańców, pastwiąc się nad nimi i gwałcąc kobiety i dziewczęta. /.../ Zabijano więc w płonących domach, na podwórzach i ulicach, zarzynano dzieci i kobiety, żywcem wrzucano w rozszalały ogień gorejących stodół i szop. W kościele już nie mieścili się skazańcy. Zabijano więc na miejscu. /.../ Największą męczarnię przeżyli ci, których wrzucono do najgłębszej studni Bromerga. Konali tam przez kilka dni. Szczelnie wypełniony ludźmi kościół zamknięto. Na jego drewniane ściany i gontowy dach rzucono butelki z benzyną. Cała budowla stanęła w płomieniach. Jęki i lament żywcem palonych ludzi budził grozę (ks. Michał Danowski; w: Siekierka..., s. 780 – 790; lwowskie).


W marcu 1944 r., we wsi Lutowiska pow. Lesko banderowcy wrzucili granaty do kościoła podczas mszy zabijając 15 Polaków. We wsi Stefanówka pow. Kałusz „partyzanci ukraińscy” wdarli się do kościoła, w którym schroniła się ludność polska i wymordowali 250 – 300 Polaków (Siekierka..., s. 161; stanisławowskie).


Nocą z 31 marca na 1 kwietnia we wsi Dołha Wojniłowska –Ziemianka pow. Kałusz: „Ojciec mój, Józef Urbaniak, urodzony 20.04.1905 r w Rawie Ruskiej, syn Anny i Adama Urbaniaków, po zawarciu związku małżeńskiego w dniu  8.07.1936 r z moją matką Anielą zamieszkał w miejscowości Ziemianka  (Dołha Wojniłowska) pow. Kałusz. Z wypowiedzi mojej nieżyjącej już matki wynika, że na początku kwietnia (1 - 4?) 1944r w wieczornych godzinach, widząc z oddali palący się kościół w Ziemiance, którego proboszczem był ks. Błażej Czuba, ojciec mój udał się tam chcąc zobaczyć co tam się dzieje. Do domu już nie powrócił. Z wypowiedzi świadków tego wydarzenia wynikało, że kościół ten wraz ze zgromadzonymi tam Polakami i proboszczem został podpalony przez bandę UPA i tam też najprawdopodobniej został pochwycony i zamordowany mój ojciec. Ja w tym czasie miałem 4 lata i w pamięci mej pozostały tylko mgliste wspomnienia” (Adam Urbaniak, w: www.ludobojstwo.pl).

Już od drugiej połowy 1943 r. mieszkańcy naszej wsi czuli się zagrożeni ze strony Ukraińców – banderowców. W obawie o życie nikt nie nocował w domu. Ukrywano się na noc w różnych kryjówkach, w zaroślach i w lesie. Wracano do swoich domostw dopiero podczas dnia. Zdarzało się, że niektórzy mieszkańcy zostawali okradzione domostwa i zagrody. Wszyscy jednak cieszyli się, że przeżyli noc i zachowali swe życie. Taki ciągły strach i ukrywanie się trwało do początku kwietnia 1944 r. Aż stało się to czego każdy się spodziewał, ale w głębi duszy liczył na boski cud, że może do tego nie dojdzie. W nocy z 1 na 2 kwietnia 1944 r., a była to palmowa niedziela 1944 r., liczna banda UPA otoczyła kościół i plebanie oraz większość polskich zagród. Podpalili je, oblewając naftą lub benzyną, a kto próbował uciekać do tego strzelano z karabinów. Tak zginęły w płomieniach ognia lub zastrzelone podczas próby ucieczki: cała rodzina Borcy – 6 osób; Kilar Maria z sześciorgiem małych dzieci, Kopeć Marcin z żoną i szóstką małych dzieci, Kata Franciszek z całą rodziną, Lebioda z całą rodziną, Magierecki Bolesław z żoną Anną, Wiącek z całą rodziną – 8 osób oraz Katarzyna Lebioda, sparaliżowana po porodzie, z małą córeczką. Jej i małej córeczki śmierć była szczególnie okrutna. Leżała w łóżku, nie miała żadnych szans na ucieczkę. Oprawcy obcięli jej piersi i ręce, wyrwali wnętrzności i powiesili na płocie. Po napadzie nie było komu pochować pomordowanych. Ci, którzy ocaleli bali się zbliżać do swoich domostw. Zwłoki pomordowanych pozostały w miejscach śmierci, rozciągnięte przez dzikie ptactwo i psy. Wszystkie polskie domy zostały spalone, a ślady po nich zrównane z ziemią. Dziś, po 50 latach od tych tragicznych wydarzeń, w tych miejscach stoją nowe domy pobudowane przez Ukraińców. Po pomordowanych nie ma żadnego śladu, żadnego grobu czy krzyża w miejscu pogrzebania. Nawet stary cmentarz został starty z powierzchni ziemi. Coś wewnątrz nas krzyczy i podpowiada: Przecież świat nie wie o tym co się stało w nocy z 1 na 2 kwietnia 1944 r. we wsi Dołha Wojniłowska? Boże! Czy sprawiedliwość Twoja dosięgnie tych morderców? (Bolesław Kulbiola, Józef Kulbiola i Maria Magierecka; w: Siekierka..., s. 203 – 204; stanisławowskie). UPA zamordowała 99 osób, w tym 61 dzieci. Ksiądz Błażej Czuba zginął w torturach, był przecięty piłą ciesielską, a następnie wrzucony w płomienie i spalony. Zabytkowy kościół z modrzewiowego drzewa upowcy zniszczyli. Obrabowali wnętrze kościoła, kielichy ukradli, Najświętszy Sakrament i komunikanty rozsypali po podłodze, zgarnęli szaty liturgiczne, z których później rodziny terrorystów OUN-UPA szyły sobie bieliznę. Kościół doszczętnie splądrowano i spalono.


Około Wielkanocy 1944 roku, w miejscowości Olesk pow. Złoczów: Klasztor w Olesku spalony, zakonnicy wymordowani, z Żydów, których tam umieściliśmy ubiegłej jesieni, uratował się zaledwie jeden (Sikorski..., s. 237); (...) a potem jak zobaczyłem na wpół zwęglonych ojców, wuja Micheasza, ciotecznego brata Aarona, którego powiesili w kruchcie na krzyżu, gwoździami przybili ręce i nogi, a bok przedziurawili, klęczącego furtiana, podpartego z przodu i z tyłu ławkami i trzymającego w złożonych jak do modlitwy pacierza rękach własną głowę, Dawida bez rąk i nóg (jw., s. 239); (...) to hiwisi wspólnie z wyrostkami z Zatorzec, wśród których był syn popa, spalili klasztor. Podobno pop wyklął syna i przypłacił to życiem. Hiwisi powiesili go w ogrodzie (jw., s. 243).


16 kwietnia 1944 roku we wsi Petlikowce Stare pow. Buczacz dwóch esesmanów ukraińskich z SS „Galizien” oraz trzech upowców zastrzeliło wewnątrz kościoła 5 Polaków, w tym siostrę zakonną Beatę Kogut oraz chłopców lat 13 i 15. Ciężko poranili siostrę zakonną Kryspinę Walerię Cnotę, którą uratowali przejeżdżający żołnierze niemieccy zabierając ja do wojskowego szpitala polowego.

W kwietniu 1944 r., we wsi Dmytrów pow. Radziechów „partyzanci ukraińscy” nie mogąc dostać się do kościoła, gdzie schroniła się ludność, oblali go naftą i podpalili, w płomieniach żywcem spaliło się 120 Polaków (Komański..., s. 314).

. We wsi Witków Nowy pow. Radziechów banderowcy spalili kościół oraz w środku kilku Polaków.

Nocą z 9 na 10 maja 1944 r., we wsi Derżów pow. Żydaczów banderowcy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali ponad 100 Polaków; w tym w kościele 3 siostry zakonne szarytki oraz 20 innych Polaków, spalili wnętrze kościoła i dach (Siekierka..., s. 755; stanisławowskie).

W czerwcu 1944 r., we wsi Hoczew pow. Lesko upowcy wrzucili podczas mszy do kościoła granaty zabijając 10 Polaków (inni: 8 Polaków).

Latem 1944 „w jednej z polskich wsi koło Bóbrki, w lecie roku 1944, wnętrze kościoła znajdowało się całe we krwi ludzkiej. Ludność polska, która się tam schroniła, została okrutnie wymordowana” (Aleksander Korman: „Piąte przykazanie boskie: Nie zabijaj! Nieukarane ludobójstwo dokonane przez ukraińskich szowinistów w latach 1939-1945”, Londyn).


23 października 1944 r., we wsi Trójca pow. Śniatyn upowcy z sotni „Rizuna” spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 86 Polaków (głównie kobiety i dzieci, ponieważ mężczyźni byli powołani do WP), 1 Żydówkę, którą ukrywali Polacy oraz 9 Ukraińców; Widziałem leżącego w przydrożnym rowie mojego kolegę, którego imienia i nazwiska nie pamiętam. Leżał na plecach. W twarz miał wbitą siekierę. Był w moim wieku, miał 10 lat. Widziałem także na drodze klęczącą nago 18-letnią dziewczynę, mieszkankę Trójcy. Nazwiska jej nie pamiętam. Nie żyła, ale trwała w pozycji klęczącej. Miała wyłupione oczy oraz zerwaną skórę z piersi i obu rąk od łokci do dłoni. /.../ Przed kościołem widziałem zwłoki kilkudziesięciu osób. Zostały zamordowane siekierami, nożami, łomami i innymi twardymi narzędziami. Nie byli zastrzeleni. Widziałem w wózku dziecięcym zamordowana 2-letnią dziewczynkę, córkę Grubińskich, która miała wbity w brzuch nóż. Po wejściu do kościoła zobaczyliśmy również wiele ciał zamordowanych ludzi. Dorośli mówili, że ci w kościele zginęli od granatów wrzucanych do środka przez bandytów. Zamknęli się przed atakującymi. Uciekłem z tego kościoła, gdyż widok porozrywanych ciał był straszny. Te widoki były tak straszne, że przez wiele lat śniły mi się ciała pomordowanych i pościg bandytów za nami i noc w noc budziłem się zlany potem (Zdzisław Krzywiński; w: Siekierka..., s. 660 – 661; stanisławowskie). Ujawniła się antypolsko nastawiona terenowa organizacja nacjonalistyczna OUN. Kierownikiem jej był miejscowy ksiądz obrządku grekokatolickiego. W cerkwi, po nabożeństwach jawnie nawoływał do zrywu ludu ukraińskiego do walki o wolną i niepodległą Ukrainę. Nagle zaczęły psuć się, dotąd tak dobrze utrzymujące się, wzajemne stosunki (Marian Woroszczuk; w: Siekierka..., s. 679; stanisławowskie).


W grudniu 1944 roku, we wsi Tudorów pow. Kopyczyńce banderowcy wymordowali w kościele 40 Polaków, mieszkańców wsi, a potem spalili ich ciała (Komański..., s. 247).

W 1944 roku, we wsi Stańkowa pow. Kałusz banderowcy zamordowali ponad 206 Polaków: w kościele ponad 200 Polaków, uciekinierów ze wsi Strzałkowce i innych okolicznych wiosek, a ciała ich spalili razem z kościołem; oraz we wsi 6-osobową rodzinę (Siekierka..., s. 161; stanisławowskie).


26 stycznia 1945 r., we wsi Majdan pow. Kopyczyńce upowcy podczas drugiego napadu (w marcu 1944 roku zamordowali tutaj 35 Polaków), obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 118 Polaków, głownie kobiety, dzieci i starców. Drugi napad, o wiele groźniejszy w skutkach, miał miejsce nocą 26 stycznia 1945 r. Wzięło w nim udział znacznie więcej banderowców i został on dokładnie zorganizowany. Napastnicy nie ominęli tym razem kościoła, gdzie zgromadziło się wielu mieszkańców. Dokonali tam masakry kilkudziesięciu osób. Część ludzi znajdowała się na strychu i chórze. Masywne drzwi były zaryglowane. Napastnicy po ich wyłamaniu zaczęli wrzucać do wnętrza granaty oraz strzelać. /.../ Na chórze wraz z księdzem Wojciechem Rogowskim, ukrytych było kilkanaście osób. Banderowcy nie mogli się tam dostać. Zaczęli więc wołać, aby wszyscy zeszli, że nie uczynią nikomu krzywdy. Zagrozili też podpaleniem kościoła. Ludzie początkowo się wahali, ale za przykładem księdza skakali z góry na rozłożone poduszki i pierzyny. Niektórzy spuścili się na sznurach zwiniętych z prześcieradeł. Kiedy wszyscy opuścili chór, banderowcy pozwolili wyjść na zewnątrz. Jedni przepuszczali, ale drudzy po chwili mordowali. Księdzu Rogowskiemu pozwolono wyjść i kiedy dochodził do plebani, któryś z morderców trzema strzałami ciężko go ranił. Żył jeszcze kilka godzin, umarł z upływu krwi. Wewnątrz kościoła zginęli: Paweł Ciemny z żoną Jadwigą, którą zarąbała siekierą Ukrainka Katarzyna Tytor. Ona też zarąbała siekierą Stanisławę Żywinę, żonę Mikołaja oraz Michalinę Żywinę, żonę Jana i jego synka z pierwszego małżeństwa. W kościele zostali także zamordowani: Michał Towarnicki z żoną Anną i córeczką, Anna Nowacka z córką, Franciszek Dżumyk i Leon Żywina. Obok kościoła ukraińscy rezuni zatrzymali ojca Grzegorza Ciemnego, ściągnęli z niego odzież, buty i zarąbali siekierą. Obok mego ojca leżał Jan Czarnecki, który zginął w podobny sposób. Na plebani banderowcy zastrzelili moich stryjów: Mikołaja Ciemnego, Filipa Ciemnego i Jana Ciemnego, razem z żoną i córką (Józef Ciemny; w: Komański..., s. 745 – 747). W tę pamiętną noc na własne oczy widziałem zwierzęcą rozprawę banderowców z mieszkańcami wsi. Krzyczeli ludzie, ryczało bydło. W powietrzu unosił się zapach ludzkiej krwi i pogorzelisk. Ludzie schronili się w kościele, ale to nie powstrzymało bandytów. Wrzucili do środka kilka granatów, weszli od strony ołtarza, wyciągali ludzi i na miejscu zarąbywali siekierami. Widziałem jak bandyci wrzucali do ognia żywych mieszkańców: Dombę i Katarzynę Żabielską. W kościele zabili H. Towarnicką z 4-letnim dzieckiem oraz 65-letnią Bocian z trzema wnukami. Spalono mi dom, stodołę, 20 centarów zboża i cały inwentarz. Zostałem w koszuli, ale z wiarą, że kara dosięgnie morderców (Jan Kinal; w: Komański..., s. 751). Po drodze przez wieś widziałam wiele trupów, m.in. Szczepana Gumiennego, Annę Dutkę, kilka osób z rodziny Mielników, Michałowi Grzecznemu oprawcy wycięli na piersi orła, musiał konać w męczarniach (Maria Mamij; w: Komański..., s. 752). Z relacji świadków wynika, że w mordowaniu brała udział także grupa ukraińskich dziewcząt i kobiet przebrana w męskie ubrania. W tym dniu zginęło w kościele 118 osób, a 58 osób zostało zamordowanych na terenie wsi, w spalonych budynkach i została zastrzelona na polach podczas ucieczki. Ogółem zginęło 178 osób (Dionizy Polański; w: Komański..., s. 755).


Nocą z 2 na 3 lutego na miasteczko Czerwonogród pow. Zaleszczyki napadło kilka sotni UPA; Polacy podjęli obronę. Zginęło, bądź zostało zamordowanych 65 Polaków, 20 zostało rannych, z których część potem zmarła. Zaczęła się prawdziwa masakra. Zewsząd dochodziły krzyki ludzi, wołanie o pomoc. Wszystko się paliło, płonęły domy, plebania. Jęki ludzi mieszały się z rykiem oszalałego bydła, wyciem psów, rżeniem koni, kwikiem świń. W powietrzu dym, smród, śmiertelna groza. /../ W oficynach zamku znajdują bestialsko zamordowaną rodzinę Romachów – rozebrano ich, wycięto krzyże na brzuchach i wycięto napisy „koniec Lachom”, skórę na szyi podcięto i ściągnięto na oczy, nogi i ręce połamano (Stanisław Szuba; w: Komański..., s. 906 – 907). Rodzina Romachów - to rodzice oraz synowie lat 10 i 16. Po chwili poszukiwań napastnicy przystąpili do rąbania drzwi od zakrystii. Tam znajdowała się siostra przełożona z drugą siostrą. Gdy weszli do środka, zaczęli się odgrażać, że, jako Lachy, będą spalone. Zmuszono siostrę przełożoną, by powiedziała, gdzie są dzieci. Bito ją. Naniesiono słomy do kaplicy i podpalono ją, ale na szczęście słoma była mokra i tylko tliła się unosząc po kaplicy smugi dymu. Po tym wyprowadzono obie siostry na parter. Słyszałam cztery strzały, które, jak później zobaczyłam, zmasakrowały głowę i twarz siostry Klary Linowskiej, a siostrze B. Bronikowskiej wbito w plecy nóż. Gdy opuszczałyśmy klasztor, aby zejść do Czerwonogrodu, zauważono naszą gromadkę z Nagórzan. Gdy zeszłyśmy, powitali nas ludzie, donosząc o śmierci księdza kanonika Jurasza (Władysława – siostra zakonna; w: Komański..., s. 911). Po zagładzie Czerwonogrodu rodziny ukraińskie wniosły fałszywe oskarżenie na 12 Polaków, którzy 2 lutego 1945 roku się bronili. Oskarżono ich o napad i rabunek w Nyrkowie. Aresztowano ich i osadzono w więzieniu w Tłustym. /.../ Dopisano mi dodatkowe dwa lata i sadzono jak dorosłego. Podobnie postąpiono z innymi, którzy nie byli pełnoletni. /.../ Tego, co przeszliśmy nie da się opisać. Życie w gułagach było straszne. Ci, co wrócili, stracili zdrowie. Niektórzy przedwcześnie zmarli (Kasper Kazimierz Krasowski; w: Komański..., s. 900 – 901).


Wymienione wyżej zostało 39 kościołów, w których mordowana była ludność polska. Dokumentuje zapewne mniej niż połowę takich przypadków. Tak jak dokumentacja ludobójstwa dokonana przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej obejmuje mniej niż połowę miejscowości oraz jeszcze mniejszą ilość poszczególnych mordów. Zbrodnia ta była i jest zamilczana przez kolejne rządy w Polsce oraz zignorowana przez instytucje państwowe odpowiedzialne za pamięć historyczną. Wykorzystują to środowiska nacjonal-faszystów w Polsce, na Ukrainie i za granicą (głownie w Kanadzie i USA) pisząc nową wersję historii relacji polsko-ukraińskich, fałszując fakty i statystyki ofiar, gloryfikując ludobójców z formacji OUN-UPA, Nie sposób nie zgodzić się z ks. Isakowiczem-Zaleskim, że po zbrodni dokonanej przez Ukraińców, teraz po raz drugi śmierć zadaje im ich Ojczyzna, poprzez celowe i świadome zamilczenie i niepamięć. Milczy także Kościół katolicki w Polsce. A w tym czasie Cerkiew, zarówno greckokatolicka jak i prawosławna, aktywnie uczestniczy w gloryfikacji zbrodniarzy, organizuje uroczyste rocznie i wyświęca im pomniki. Z wielką pompą obchodzono w cerkwi prawosławnej chociażby „70-rocznicę burzenia cerkwi prawosławnych na Lubelszczyźnie”, gdy rozebrano kilkadziesiąt starych cerkwi postawionych przez administrację carską w celu rusyfikacji ludności i gdzie nie zginęła ani jedna osoba.

Kościół katolicki w Polsce nigdy nie obchodził rocznicy zburzenia (spalenia) świątyń katolickich na ziemiach wschodnich II Rzeczpospolitej w latach 1943 - 1945, połączonego z okrutnym wymordowaniem około 250 tysięcy bezbronnej ludności polskiej, w tym co najmniej w kilkudziesięciu przypadkach dokonanego we wnętrzu świątyni, przed ołtarzem, w obecności Najświętszego Sakramentu, przed obliczem Boga. Nie chce pamiętać o 160 swoich kapłanach, którzy ponieśli męczeńską śmierć za to tylko, że byli polskimi kapłanami katolickimi. Cerkiew czyni starania, a by błogosławionym został ojciec jednego z największych zbrodniarzy połowy XX wieku. A także arcykapłan, który biernie przyglądał się, jak jego greckokatolickie „owieczki” wyrzynają ćwierć miliona polskich katolików. Który nie powstrzymał swoich kapłanów przed podżeganiem do zbrodni ludobójstwa, ani przed czynnym w tej zbrodni ich udziałem.

Trudno jest być „kościołem” jako wspólnotą, gdy hierarchowie omal nie zmusili do rezygnacji z kapłaństwa jednego z najbardziej sprawiedliwych i prawych księży, jakim jest ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Jego głos powinien być głosem w chórze Kościoła w Polsce, a nie głosem wołającego na pustyni.



Stanisław Żurek

Bibliografia

Antypolska akcja nacjonalistów ukraińskich w Małopolsce Wschodniej w świetle dokumentów Rady Głównej Opiekuńczej 1943 – 1944”, wstęp i opracowanie L. Kulińska i A. Roliński, Kraków 2003.

Isakowicz-Zaleski Tadeusz, ks.: Przemilczane ludobójstwo na Kresach, Kraków 2008.

Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947; Wrocław 2007

Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo ludności polskiej przez OUN-UPA w woj. stanisławowskim w latach 1939 – 1945; Warszawa 2004.

Komański Henryk, Siekierka Szczepan: Ludobójstwo dokonane na duchownych obrządku łacińskiego przez OUN-UPA oraz zniszczenia obiektów sakralnych rzymskokatolickich na Kresach Południowo-Wschodnich 1939-1947; Wrocław 2009.

Komański Henryk, Siekierka Szczepan: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939 – 1946; Wrocław 2004.

Konieczny Zdzisław: Stosunki polsko-ukraińskie na ziemiach obecnej Polski w latach 1918 – 1947; Wrocław 2006.

Korman Aleksander: Ludobójstwo UPA na ludności polskiej. Dokumentacja fotograficzna, Wrocław 2003. .

Korman Aleksander: Piąte przykazanie boskie: Nie zabijaj! Nieukarane ludobójstwo dokonane przez ukraińskich szowinistów w latach 1939-1945, Londyn 1989.

Polacy i Kościół rzymskokatolicki na Wołyniu w latach 1918 – 1997 (opr. Leon Popek), Lublin 1999.

Poliszczuk Wiktor: Dowody zbrodni OUN-UPA, Toronto 2000.

Poliszczuk Wiktor: Gorzka prawda. Cień bandery nad zbrodnią ludobójstwa, Warszawa 2006.

Prus Edward: UPA. Armia powstańcza czy kurenie rizunów?, Wrocław 1997.

Prus Edward: Patriarcha gakicyjski; Wrocław 1999.

Przybysz Antoni: Z umęczonego Wołynia; Wrocław 2000.

Scholz Rajmund: Wojny – lasy – ludzie, Olsztyn 1984.

Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Bulzacki Krzysztof: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939 – 1947; Wrocław 2006.

Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Różański Eugeniusz: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939 – 1946; Wrocław, bez daty wydania, 2007.

Siemaszko Władysław, Siemaszko Ewa: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945; Warszawa 2000.

Sikorski Franciszek: Iwa zielona, Wrocław 1984.

Sowa Andrzej L. : Stosunki polsko-ukraińskie 1939 – 1947; Kraków 1998.

Wołczański Józef, ks.: Korespondencja arcybiskupa Bolesława Twardowskiego z arcybiskupem Andrzejem Szeptyckim w latach 1943-1944. Warszawa 19/93.

Żurek Stanisław: UPA w Bieszczadach; Wrocław 2007.