Rozmowa z dr hab. Bogusławem Paziem z Zakładu Historii Filozofii Nowożytnej Instytutu Filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego rozmawia Marek Zygmunt


http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110728&typ=po&id=po27.txt

Ekspertyzy prawne autorstwa trzech prokuratorów pionu śledczego IPN, którzy zajmują się zbrodniami dokonywanymi przez ukraińskich nazistów z SS-Galizien i OUN-UPA, nie pozostawiają najmniejszych wątpliwości: to niepodlegające przedawnieniu ludobójstwo
Cenzor znów wyjął nożyczki

"Prawda historyczna a prawda polityczna w badaniach naukowych.

Przykład ludobójstwa na Kresach Południowo-Wschodnich II RP w latach 1939-1946"

To książka , na którą nadal czekamy. ( Iwona Kopańska - Konon )

Z dr hab. Bogusławem Paziem z Zakładu Historii Filozofii Nowożytnej Instytutu Filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego rozmawia Marek Zygmunt

Opracowany pod Pana kierownictwem tom interdyscyplinarny pt. "Prawda historyczna a prawda polityczna w badaniach naukowych. Przykład ludobójstwa na Kresach Południowo-Wschodnich II RP w latach 1939-1946" miał się ukazać pod koniec czerwca br. nakładem Wydawnictwa Naukowego Uniwersytetu Wrocławskiego. Dlaczego do dziś nie został opublikowany?
- Sam sobie zadaję to pytanie i nie potrafię na nie odpowiedzieć. W połowie czerwca próbowałem uzyskać wyjaśnienia w tej kwestii od prezesa Wydawnictwa Naukowego Uniwersytetu Wrocławskiego prof. Marka Górnego, ale ten, mimo wcześniej umówionego spotkania, odwołał je na dzień przed terminem, nie podając żadnego powodu. Nie zaproponował też alternatywnej daty naszej rozmowy. Umowa między dziekanem Wydziału Nauk Społecznych a prezesem Wydawnictwa Naukowego Uniwersytetu Wrocławskiego na wydanie tej publikacji została podpisana w marcu br. Wcześniej wszystko zostało zaakceptowane. Były też dwie pozytywne recenzje: dyrektora Instytutu Historii Uniwersytetu Rzeszowskiego prof. Włodzimierza Bonusiaka i prof. Zdzisława Juliana Winnickiego z Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego. Nie ma też żadnych problemów ze sfinansowaniem tomu, ponieważ uzyskałem dotacje od rektora Uniwersytetu Wrocławskiego prof. Marka Bojarskiego, dziekana Wydziału Nauk Społecznych prof. Jerzego Juchnowskiego, dyrektora Instytutu Filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego prof. Leona Miodońskiego oraz od władz Starostwa Powiatowego w Wołowie.

Trudno o bardziej komfortową sytuację dla wydawnictwa. Skąd więc biorą się opory przed dokończeniem prac redakcyjnych?
- Trudno tu doszukiwać się jakichkolwiek powodów redakcyjnych. Sądzę, że dzieje się tak dlatego, ponieważ praca uderza aż w pięć głównych elementów obecnych we współczesnym myśleniu o historii Polski. Po pierwsze, zawiera radykalną krytykę nurtu postmodernizmu w historiografii, który neguje pojęcie prawdy jako takiej. Reprezentują go przede wszystkim współcześni postmarksiści. Trzeba przy tym pamiętać, jak ogromnych spustoszeń w naszej humanistyce dokonał marksizm, spychając ją często na zupełny margines światowej nauki. W szczególności dotyczy to etosu samego naukowca, którego naczelną zasadą działania powinno być bezinteresowne poszukiwane obiektywnej, tj. zastanej przez nas i od nas niezależnej, prawdy. Trudno o taki etos u postmodernistów, którzy jak Jerzy Topolski - po 1987 roku "nawrócony" radykalny postmodernista, a wcześniej ortodoksyjny marksista-komunista - wprost postulowali zastąpienie kategorii prawdy polityczną poprawnością. Po drugie, ekspertyzy prawne, jakie w tomie zamieściło trzech prokuratorów pionu śledczego IPN, zajmujących się zbrodniami dokonywanymi przez ukraińskich nazistów z SS-Galizien i OUN-UPA, nie pozostawiają najmniejszych wątpliwości. To było niepodlegające przedawnieniu ludobójstwo. Taka diagnoza pociąga bardzo konkretne konsekwencje prawnomiędzynarodowe, które są bardzo niekorzystne dla obozu "pomarańczowych" elit, reprezentowanych i finansowanych przez Wiktora Juszczenkę i Julię Tymoszenko. Po trzecie, książka zawiera materiał faktograficzny przedstawiający bestialstwo wspomnianych ukraińskich nazistów. Budzi on po prostu grozę. Po czwarte, w tomie zamieścili swoje prace autorzy z kilku krajów: Stanów Zjednoczonych, Kanady, Holandii, Niemiec, Ukrainy (trzech autorów) i Rosji oraz - oczywiście - Polski. Co ciekawe, pomimo różnic, jakie występują w podejściu do różnych spraw u tych autorów, istnieje praktycznie całkowita zgoda w obrazie ludobójstwa dokonanego na Polakach i innych nacjach na terenie dawnych Kresów. Stąd tak ogromną rolę odgrywa tu sprawa wizerunku. Zarówno żyjący na Ukrainie, jak i działający w Polsce pogrobowcy Stepana Bandery nie mogą nie liczyć się z tym, że umiędzynarodowienie badań nad działalnością banderowskich ludobójców prowadzi do zupełnie innego obrazu ukraińskiego nacjonalizmu niż ten przez nich kreowany.

Jakie niesie to w praktyce konsekwencje?
- Trudniej będzie im w przyszłości budować na terenie Polski kolejne pomniki ku czci ludobójców z OUN-UPA i wyciągać od naszego państwa pieniądze na swoją działalność, jak to się dzieje obecnie. Wreszcie piąty element, być może najważniejsza ze wszystkich przyczyna problemów, jakie towarzyszą wydaniu omawianego tomu. Jest to wskazanie na całkowite fiasko w polityce wschodniej opartej na tak zwanej doktrynie Jerzego Giedroycia. Jej dzisiejszym skutkiem jest otwarcie antypolska polityka rządu i parlamentu państwa litewskiego, ale także np. odwoływanie się przez działaczy białoruskich z Frontu Narodowego do tradycji nazistowskich formacji kolaboracyjnych. Zjawiska gloryfikacji ludobójców Polaków przez struktury państwa ukraińskiego (m.in. dekrety Juszczenki) chyba nie trzeba przypominać. W tomie można znaleźć analizy, które wykazują, że obecny stan rzeczy w postaci agresywnej antypolskiej polityki naszych wschodnich sąsiadów był po prostu nieunikniony. Nie można się było spodziewać innych efektów, biorąc w polityce wschodniej Polski za wzór Giedroycia. On to jako pracownik polskiej ambasady w Bukareszcie osobiście wręczył w 1940 roku polski paszport Dmytro Doncowowi - czołowemu ideologowi ukraińskiego integralnego nacjonalizmu, miłośnikowi Adolfa Hitlera i tłumaczowi jego "Mein Kampf". W swej postawie Giedroyc pozostał konsekwentny, do końca życia aktywnie wspierając polakożercze środowiska ukraińskich i litewskich nacjonalistów.

Pozytywnie ocenione przez recenzentów teksty spotkały się w wydawnictwie z chłodnym - żeby nie powiedzieć: wrogim - przyjęciem...
- Przykro mi o tym mówić, ale rzeczywiście takie fakty miały miejsce. Tej miary niekwestionowani specjaliści jak prof. Czesław Partacz z Koszalina, dr Lucyna Kulińska (AGH) czy prof. Ewa Thompson z USA mogli przeczytać pochodzące od redaktora Wydawnictwa Uniwersytetu Wrocławskiego nie tylko inwektywy pod swoim adresem, ale i żałosne, a niekiedy po prostu głupie komentarze, obnażające ignorancję ich autora. Prezes Marek Górny w rozmowie ze mną na początku czerwca w pełni się zgodził, że miały one skandaliczną formę, która - jak powiedział - "jest niedopuszczalna w wydawnictwie naukowym". W czasie tej rozmowy kilkakrotnie obiecał mi, ale także rektorowi UWr i dziekanowi Wydziału Nauk Społecznych, że autorzy ci zostaną natychmiast przeproszeni przez wydawnictwo. Niestety, do dzisiaj nie tylko tak się nie stało, ale z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że redakcja wycofuje się z tych przeprosin. Myślę, że wydawnictwo postępuje tak celowo, aby po raz kolejny upokorzyć autorów tomu i zmusić ich do rezygnacji z dalszej współpracy przy jego wydawaniu.

Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego prof. Marek Bojarski wyrażał wcześniej poparcie dla wydania tego tomu, także w formie pomocy finansowej. W obliczu problemów na Pana prośbę ponownie doszło ostatnio do spotkania. Jak zareagował rektor?
- Pan rektor z życzliwością wysłuchał moich argumentów i zapowiedział, że zwróci się do prezesa wydawnictwa z prośbą o pilne wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Na drugi dzień otrzymałem telefon z jego sekretariatu z informacją, że prezes wydawnictwa prześle jak najszybciej stosowne wyjaśnienia dziekanowi Wydziału Nauk Społecznych. Problem w tym, że mamy obecnie okres wakacji i dziekan oraz wielu innych pracowników wydziału są na urlopach. Myślę, że wydawnictwo celowo tak długo zwlekało z wyjaśnieniami, aby nikt z moich władz w porę, tj. przed wakacjami, nie mógł skutecznie zareagować. Na potwierdzenie tej tezy mam inny dowód: dyrektor mojego instytutu prof. Leon Miodoński kilka tygodni temu wysłał w trybie pilnym pismo, w którym domagał się od prezesa Górnego wyjaśnień dotyczących zaistniałego stanu rzeczy i do dzisiaj nie otrzymał żadnej odpowiedzi.

Rzecznik prasowy uniwersytetu twierdzi, że władze uczelni są zainteresowane wydaniem tej publikacji, pod warunkiem że będzie ona na najwyższym poziomie naukowym. Z kolei z informacji krążących po uniwersytecie wynika, że w piśmie prezesa wydawnictwa do dziekana prof. Jerzego Juchnowskiego jest zawarta sugestia anulowania zawartej umowy.
- Myślę, że wydawnictwo stosuje realizowaną z premedytacją obstrukcję. Proszę zwrócić uwagę, że tytułu opracowywanego przeze mnie tomu nawet nie ma w oficjalnym spisie zapowiedzi wydawniczych na stronie Wydawnictwa Naukowego Uniwersytetu Wrocławskiego, choć - jak już wcześniej wspomniałem - umowa o jego wydaniu została zawarta na początku marca br., wydawnictwo zaś zna całą zawartość tomu już od grudnia ubiegłego roku. Natomiast przedstawiciele mediów i organizacji kresowych mówią mi, że dzwoniąc do wydawnictwa, dowiadywali się, że jego pracownikom nic nie wiadomo o przygotowywanym przeze mnie tomie.

Postępowanie Wydawnictwa Naukowego Uniwersytetu Wrocławskiego sprzyja tym, którzy dążą do zamazywania okrutnej prawdy o ludobójstwie na Kresach?
- Trudno tu mówić o jakimś zamazywaniu prawdy, bo mamy do czynienia wprost z działaniem na rzecz jej przemilczenia. Konkretnie: przemilczenia ogromu banderowskiego ludobójstwa na Kresach w latach 1939-1946. Trzeba mieć na uwadze, że prawda ta dla wielu wpływowych gremiów w naszym kraju jest bardzo niewygodna. Proszę sobie wyobrazić, że funkcjonują w Polsce wpływowe instytucje i środowiska, które dążą np. do tego, aby nasze państwo wypłacało emerytury kombatanckie ludobójcom z OUN-UPA. To jest kolejny praktyczny etap stosowania "grubej kreski" już nie w bieżącej polityce, ale w polityce historycznej.

Uniwersytet Wrocławski nosił przez wiele lat imię Bolesława Bieruta. Jakie bariery utrudniają dziś rozwój badań naukowych?
- Z siermiężnego upiora Bieruta nie pozostało nic. Teraz na uniwersytetach straszy zupełnie inny upiór. Pisał o nim Zbigniew Herbert w znanym skądinąd wierszu "Potwór Pana Cogito", iż "pozbawiony jest wymiarów/ trudno go opisać/ wymyka się definicjom". To oczywiście potwór politycznej poprawności: "jest on jak ogromna depresja/ rozciągnięta nad krajem/ nie da się przebić/ piórem/ argumentem/ włócznią". Z tym irracjonalnym, a przez to trudnym do zdefiniowania potworem przegrywają wszelki racjonalizm i nauka. Wszyscy jakoś doświadczamy jego obecności ("jest na pewno [...] zatruwa studnie/ niszczy budowle umysłu"). Przykładem może być właśnie mój tom. Okazuje się, że pozytywne opinie napisane przez wybitnych profesorów, posiadających ogromny dorobek naukowy, nie mają dla wydawnictwa żadnego znaczenia. Niemający naukowego dorobku ani stopni naukowych, ale politycznie poprawny redaktor wydawniczy twierdzi bowiem, że np. umieszczony w tomie fragment wydanej w Harvard University Press książki uznanego holenderskiego historyka Karela C. Berkhoffa "nie spełnia naukowych standardów". Cóż, warto tu przypomnieć, że jeszcze do niedawna przez pół wieku owych standardów "naukowości" nie była w stanie spełnić żadna z prac o Katyniu czy pakcie Ribbentrop - Mołotow. Myślę, że jakikolwiek dodatkowy komentarz jest tu zbyteczny.

Dziękuję za rozmowę.


Komentarze:
Cenzor znów wyjął nożyczki - w roli cenzora politycznie poprawny redaktor wydawniczy wydawnictwa we Wrocławiu - ale nic to, odkłamaliśmy Katyń, odkłamiemy Wołyń.
Józef Wyspiański